środa, 25 listopada 2015

Ankieta

Witajcie,

W tym wpisie umieszczam link do ankiety o moim blogu i zachęcam Was serdecznie do jej wypełnienia! :)
Miłego wieczoru.

czwartek, 19 listopada 2015

Ulubione filmy ;-)

Cześć!

Miałam zamiar napisać o moich ulubionych filmach, ale na lekcji informatyki nauczyłam się korzystać z dysku Google ;). Więc jeśli chcecie poznać moje ulubione filmy wejdźcie w podany link i zobaczycie tam ich plakaty.

 Miłego wieczoru.

wtorek, 10 listopada 2015

"Kto czyta książki, żyje podwójnie"



Cześć wszystkim!
            Zazwyczaj we wtorkowy wieczór o tej godzinie siedzę z nosem w książkach, jednak nie tym razem! Jutro mam dzień wolny od szkoły z racji święta niepodległości, więc postanowiłam zajrzeć na bloga i dodać nowy wpis. A będzie on o moim kolejnym zainteresowaniu-czytaniu książek.
            Zacznijmy od tego, po jakie pozycje najchętniej sięgam na półkę. Są to zdecydowanie kryminały/thrillery. Z moich nieoficjalnych obliczeń wynika, że najczęściej wybieram te skandynawskie. Mają one w sobie wszystko to, czego oczekuję od dobrych kryminałów-chłodny, oszczędny styl, mocno pobudzające wyobraźnię opisy miejsc, w których rozgrywają się wydarzenia, intrygujące postaci główne. Przedstawię Wam moją ulubioną trójkę autorów właśnie z tych terenów w kolejności losowej, ponieważ nie jestem w stanie wybrać najlepszego. Są to: Stieg Larsson, Jo Nesbo i Camilla Lackberg. Oprócz tego często sięgam po książki Agaty Christie, Harlana Cobena, Lee Childa czy Stephena Kinga. Moje ulubione przeczytane jak dotąd pozycje to: saga Millenium S. Larssona, „Syn” Jo Nesbo, „I nie było już nikogo” A. Christie i „Nie mów nikomu” H.Cobena. Powieści kryminalne wymagają ode mnie całkowitego skupienia i umiejętności łączenia zawiłych wątków i tym samym zapewniają odskocznię od zwykłego życia oraz dreszcz emocji.
            Od czasu do czasu zdarza mi się sięgać po różne książki podróżnicze Wojciecha Cejrowskiego, Beaty Pawlikowskiej lub Martyny Wojciechowskiej, którzy potrafią dzielić się swoją pasją w bardzo ciekawy sposób i dają czytelnikom możliwość przeniesienia się dzięki wyobraźni do nawet najbardziej odległych rejonów świata.
            To tyle o moich ulubionych książkach, a teraz chętnie dowiem się o Waszych. Jakie gatunki lubicie najbardziej, jakich autorów, może lubimy takie same? Zapraszam do komentowania! J
`           Miłego wieczoru.

sobota, 7 listopada 2015

More than volleyball, more than passion!


Witajcie!

                Przepraszam za dłuższą nieobecność na blogu, ale ten tydzień był dość wymagający i ciężko mi było znaleźć chwilę czasu. Ale czas nadrobić zaległości!
O tym, że sport jest moją pasją już wiecie, ale teraz przejdźmy do tej dziedziny, którą najbardziej się interesuję. SIATKÓWKA to jest właśnie to co kocham! Sama nie wiem co zapoczątkowało moją miłość do tego sportu.. Zacznijmy od tego, że od zawsze lubiłam lekcje wf-u. Interesowały mnie różne dyscypliny:  od nart, przez gimnastykę, biegi, po sporty drużynowe. Po prostu w pewnym momencie siatkówka stała się moim numerem jeden J Zawsze ćwiczyłam, chodziłam na dodatkowe zajęcia SKS i w końcu mogłam grać w szkolnej drużynie. W swoim dorobku mam nawet dwa medale z zawodów powiatowych w siatkówce: srebrny i brązowy ;)
Oczywiście moje zainteresowanie siatkówką nie kończy się na samym graniu. W domu, szczególnie z tatą, zawsze kibicuję narodowej reprezentacji! Do dzisiaj z uniesieniem wspominam wygrane przez naszą drużynę Mistrzostwa Świata 2014, które odbywały się w samej Polsce! Były to piękne chwile, móc oglądać i wspierać naszych chłopaków(w moim przypadku niestety tylko przed telewizorem) i cieszyć się każdą wygraną.
 Losy reprezentantów śledzę również na co dzień w polskiej PlusLidze. Moim ukochanym klubem jest Skra Bełchatów! Mam dobre koleżanki, które podzielają moją pasję i wspólnie oglądamy rozgrywki, dyskutujemy o drużynach i siatkarzach. W styczniu tego roku spełniłyśmy nasze wspólne marzenie – byłyśmy na meczu Skry Bełchatów! Wyczekiwałyśmy tego momentu, kiedy będą oni grali z AZS Politechniką w Warszawie i gdy tylko pojawiła się informacja o tym, stanęłyśmy na głowie, żeby pojawić się na tym meczu J I udało się. Nie dość, że samo bycie na meczu było spełnieniem moich marzeń to jeszcze Skra wygrała we wspaniałym stylu (3:0) Jedynym minusem tej szybkiej wygranej było to, że całe spotkanie nie trwało zbyt długo ;-) Osoby, które również uwielbiają sport na pewno mnie zrozumieją- dopingowanie ukochanej drużyny na żywo, na hali wypełnionej po brzegi osobami, którzy podzielają Twoją pasję, jest niesamowitym uczuciem!
Mam nadzieję, a nawet jestem pewna, że ten mecz nie był ostatnim, na którym byłam. Z końcem października ruszyła właśnie PlusLiga a ja postanowiłam, że będę na chociaż jednym meczu w sezonie!
             Ależ się rozpisałam.. ale tak to jest, kiedy zacznie się mówić o swojej pasji ;-) Do usłyszenia. 

wtorek, 3 listopada 2015

Wspomnienia z wycieczki :-)



Cześć!
         Polska złota jesień niestety już minęła, a za oknem coraz bardziej szaro i ponuro.. Nie pozwólmy jednak, żeby taka aura Nas przygnębiała i zaganiała w kąt z naszymi ponurymi myślami. Zamiast tego powspominajmy sobie lato! Ja zawsze chętnie wracam do zdjęć zrobionych na różnych wycieczkach czy wakacjach. Teraz chciałabym podzielić się na blogu wspomnieniami z ostatniej szkolnej wycieczki z gimnazjum. Celem podróży była Szczawnica, położona w górach Pieninach.
         Pierwszy dzień upłynął głównie na podróży, ponieważ do pokonania mieliśmy prawie 500km. 
Drugiego dnia odbył się spacer po Szczawnicy, a następnie rowerowa wycieczka na Słowację do Czerwonego Klasztoru. Po drodze można było podziwiać przepiękne widoki, górskie zbocza porośnięte drzewami oraz płynący w dole Dunajec. Po południu miała miejsce niebywała atrakcja, która dostarczyła nam wielu emocji. Podzieleni na cztery grupy odbyliśmy prawie dwugodzinny spływ Dunajcem, podziwiając niesamowite górskie krajobrazy.
Trzeci dzień wycieczki był bardzo trudny i wyczerpujący- zdobyliśmy szczyt Trzy Korony. Wspinaczka nie należała do najłatwiejszych, ponieważ wymagała wielu sił i kondycji. Wejście i zejście trwało około 5 godzin, ale było warto, ponieważ widok ze szczytu był tak piękny, że zapierało dech w piersiach Potem odbyła się wyprawa przez wąwóz Homole. Trasa także była trudna, ale wspaniałe widoki zrekompensowały wysiłek.
Czwarty dzień, zarazem ostatni, to moment pożegnań ze Szczawnicą, górami i poznanymi ludźmi. Tego dnia odbyła się przejażdżka wyciągiem linowym na Palenicę, mieliśmy również czas na zakup pamiątek.
Ta wycieczka dostarczyła mi wiele wrażeń i niezapomnianych wspomnień. A teraz zechcę podzielić się zdjęciami, które może chociaż w małej mierze oddają piękno polskich gór :)

 
widok ze szczytu Trzech Koron
               
widok z Palenicy
Ze szczytu Homoli

niedziela, 1 listopada 2015

Złoto ma smak flegaminy :D





Witajcie,
W pierwszym prawdziwym wpisie chcę opowiedzieć trochę o początkach mojej największej pasji - sporcie. Towarzyszył mi on dziecka. Zamiłowanie do aktywności fizycznej przekazał mi w genach tata, który zawsze mnie do niej zachęcał. Opowiem Wam teraz o moim pierwszym sukcesie sportowym.
Miałam 6 lat kiedy rodzice kupili mi pierwsze narty, które były wtedy niewiele mniejsze ode mnie samej :-D. Nauka jazdy na nich nie była prostym zadaniem, jednak dzięki tacie i determinacji opanowałam poziom "nie przewracania się co chwilę " w dość krótkim czasie.
 Niespodziewanie nadarzyła się okazja do wzięcia udziału w powiatowych zawodach narciarskich. Jako małe, śmiałe dziecko postanowiłam w nich wystartować. Do dziś pamiętam jak na mrozie, z porządnie związanym szalikiem czekałam na swój pierwszy w życiu bieg. Obok mnie w gotowości było jeszcze kilkoro innych smrodków. Na gwizdek ruszyłam i przez całe 100 metrów odpychałam się ile sił w rękach. Udało się, dotarłam na metę jako pierwsza! Po zakończeniu wszystkich konkurencji i posileniu się kiełbaską z ogniska przyszła pora na dekorację. Wspięłam się na podium i wręczono mi dyplom, a fotograf uwiecznił ten moment. Pomyślałam sobie, że to fajne uczucie i chętnie bym to kiedyś powtórzyła.
            Niestety po powrocie do domu i gratulacjach od mamy okazało się, że dopadł mnie katar i okropny kaszel . Skończyło się na tym, że podziwiałam dyplom z łóżka przez kolejny tydzień :D. Jednak pomyślałam sobie, że warto było i zaplanowałam swój start w następnym roku, jak też się stało :-)
            Na dzisiaj to tyle o sporcie, jednak ten temat nie został jeszcze wyczerpany i planuję poruszyć go w niedalekiej przyszłości :-)

Pozdrawiam i życzę spokojnej niedzieli,
Dorka